• Wpisów:667
  • Średnio co: 3 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 18:29
  • Licznik odwiedzin:108 541 / 2599 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wszystkich wiernych czytelników bloga zapraszam na nową stronę, gdzie będą pojawiały się kolejne wpisy:

https://mk20336boardgames.com/

Do zobaczenia na nowej platformie!
Michał
 

 
W tym roku imprezka urodzinowa Kuby była na raty. Magda, ja i Konrad braliśmy udział w pierwszej, piątkowej turze

Oprócz miłej atmosfery, smacznego jedzenia i wybornej Soplicy Orzechowej, były oczywiście planszówki! I o nich słów kilka:

1) "Etta"
Póki jeszcze dzieci nie spały - były w procesie usypiania - postanowiliśmy zagrać w krótką formę logiczną czyli Ette. Ta bardzo sympatyczna gra to naprawdę miła przystawka. Dla Konrada i Kuby była to pierwsza gra, my z Magdą graliśmy już 3 raz.

Jak widać powyżej, szczęście początkującego uśmiechnęło się do chłopaków. Trzeba też nadmienić że tym razem wyniki jakoś bardzo od siebie nie odstawały i stawka była wyrównana.

2) "Planszowa Cywilizacja"
No a potem przyszłą pora na danie główne - dawno niegraną cywilizację planszową, ze wszystkimi dodatkami. Aga, Kuba, Konrad i ja poprowadziliśmy kierowane przez nas narody do świetlanej przyszłości. Było dosyć pokojowo, kilka potyczek, żadnego zdobywania miast (chociaż Aga była zagrożona - uratowałem ją moim szpiegiem!)

Koniec końców, w ostatniej turze aż trzy osoby mogły wygrać (Konrad militarnie, Kuba kulturalnie i ja naukowo). Konrada powstrzymał mój szpieg, a faza nauki jest przed fazą miast i w ten sposób przypadła mi palma pierwszeństwa:

I tym razem były samoloty, ale nie miałem ich okazji użyć...

Bardzo miły wieczór i sympatyczne urodziny!
 

 
Luty i marzec to tradycyjny okres uroczystości rodzinnych u nas - tak było też na początku tego miesiąca gdy zawitałem do Lublina. Aby uprzyjemnić i urozmaicić ten wyjazd zabrałem planszówki - Jakub jako duży fan historii bardzo lubi CCA więc w sobotę zagraliśmy dwie partie. A w niedzielę okazało się, że doszło do gry bonusowej!

1) "Hellespont (323 BC)"
Z Kubkiem zagraliśmy już wszystkie bitwy Filipa Macedońskiego oraz Aleksandra Wielkiego i pora przyszła na sukcesorów - generałów i dowódców wojskowych, którzy walczyli o schedę po wielkim wodzu.

Na pierwszy rzut poszło starcie w okolicach Hellespontu, już w rok (!) po śmierci Aleksandra:

Na przeciwko siebie stanęli Eumenes i Kraterus - jeden broniący rodziny i syna Aleksandra, drugi reprezentujący stronnictwo chętne podzielić między siebie zdobycze Aleksandra.

Kraterus niecierpliwie zaszarżował w tej bitwie i zginął (postanowiłem przetestować ten manewr, ale udało mi się jakoś przeżyć ). Niestety, wszystko inne zupełnie się posypało, i mimo że Eumenes Kuba miał wiele jedno-bloczkowych jednostek na koniec gry, to skończyło się (historyczną) klęską sił sił wspierających syna Aleksandra:

Porażka była całkowita i totalna

2) "Paraitacene (317 BC)"
W dalekim Iranie, na jego pustynnym terenie doszło do największych starć epoki Sukcesorów - zwłaszcza emocjonujące były starcia Antigonusa i Eumenesa. I bardzo wyrównane:

Obie strony miały sporo słoni, falangę Macedońską (lepszą miał Eumenes, w tym Silver Shields) plus kawalerię. Prawdziwe "połączone siły" - czyli główna taktyka macedońska, która pozwoliła podbić im pół świata.

Historycznie doszło tu do remisu (i dopiero rok później wygrał Autigonus pod Gabiene). Mi się udało zrewanżować Eumenesowi z Hellespont i odnieść w miarę pewne zwycięstwo:

Wszystko rozstrzygnęło się po prawej, a straty obu stron były znaczne.

3) "Chaeronea (338 BC)"
Wspominałem o grze bonusowej, prawda? Otóż w niedzielę, podczas długiego obiadu "całorodzinnego" udało się wygenerować trochę czasu w wyniku czego Marcin i Jakub postanowili sprawdzić swoich sił pod Charoneą - decydująca bitwą, po której dominacja Macedonii (Filip II) w Grecji została potwierdzona:

Chłopaki grali bardzo ambitnie i do przodu, nie oszczędzając swoich jednostek. Na planszy występował też młody Aleksander ale jeszcze bez specjalnych zasad.

Mimo umiejętnego manewrowania i wsparcia "Sacred Band" greckie siły Marcina zaczęły się wykruszać aby ostatecznie polec po szarży "Companion Cavalry" Filipa:

Bardzo sympatyczny przerywnik, który pomógł się uporać z deserem niedługo potem podanym
 

 
Tak, dwa razy pod górkę... dla Konrada. Dzisiaj opisuję nasze dwie gry w Combat Commander - bardzo ciekawy, ale szalenie trudny scenariusz z dodatku "Paratroopers". Dwie gry, gdyż po pierwszej czuliśmy zdecydowany niedosyt.

No ale najpierw tło historyczne. Jest grudzień 1944, zaraz Święta, Niemcy i na wschodzie i na zachodzie dostają niezłego łupnia. Czyżby upadek III Rzeszy? Nie tak prędko!

Włąsnie w grudniu 1944 doszło do największej i najbardziej niespodziewanej ofensywy Niemieckiej na froncie zachodnim - tzw. bitwy w Ardenach. Góry, niedostępny teren, miejsce, gdzie nikt się nie spodziewa ataku. A tu nagle pięknego, aczkolwiek pochmurnego grudniowego dnia, na lekko broniony odcinek zaczyna nacierać 7 elitarnych dywizji pancernych (w tym 4 SS) ku zupełnemu i totalnemu zaskoczeniu Amerykanów.

Aby czołgi miały prosta drogę naprzód, obronę USA miały zmieść osłonowe jednostki piechoty niemieckiej. I o jednej takiej bitwie opowiada nasz scenariusz. 18 (dokładnie, osiemnastu) żołnierzy USA dostało zadanie obrony niby mało ważnego skrzyżowania i wioski w północnych Ardenach. Pech chciał że własnie tamtędy miał nacierać I Korpus Pancerny SS, a drogę mu miały torować jednostki piesze.

Amerykanie mieli czas, okopali się i spokojnie odpoczywali nie spodziewając się niczego. A potem zaczęło się - dziesiątki, a następnie setki słabo wyszkolonych, ale fanatycznych Niemców atakowały umocnione pozycje. 18 osobowy pluton dzielnie się bronił, zasiewając pole przed ich jedynym bunkrem setkami (!!!) atakujących.


Ostatecznie Amerykanie po dwóch dniach walk się wycofali, ale bardzo znacznie opóźnili postęp czołgów. Stali się tez najbardziej udekorowanym plutonem USA z czasów II Wojny Światowej - za bohaterską obronę wszystkich 18 żołnierzy zostało odznaczonych.

1) GRA PIERWSZA
Sytuacja z początku ataku niemieckiego w naszej pierwszej grze wyglądała tak:

A tak już same wydarzenia:

(1) Od razu w pierwszej turze Amerykanie otwierają skuteczny ogień do Niemców...

(2) Konrad podciąga jednostki skrzydłami, starając się chować w "krzakach"

(3) Na nic to się nie zdaje bo siła ognia zmasowanej obrony USA jest straszna. Kolejne jednostki 0 w tym lider - padają...

(4) Kolejny desperacki ruch fanatycznych Niemców do przodu...

(5)...zakończony totalną klęską, wykrwawiającą atakujących i kończącą grę:

Ostateczne straty:

Nie będzie przesadą stwierdzenie, że w tej grze doszło do totalnej masakry atakujących i tym bardziej mieliśmy ochotę (zwłaszcza Konrad) zagrać jeszcze raz i przetestować nowe strategie.

2) GRA DRUGA
Zaczynamy po raz drugi - rozstawienie niemieckie nie pozwala na skuteczny ogień USA od pierwszej tury; ewidentnie będzie dużo trudniej:

No i było:

(1) i (2) Niemieckie jednostki są skutecznie przesuwane poza zasięgiem niszczycielskiej siły USA

(3) Jednostki fanatyczne (nie ma za nich punktów zwycięstwa) ostatecznie się wychylają i srogo to przypłacają.

(4) i (5) Konrad bardzo umiejętnie rozprowadza atak. Kumuluje akcje "grantów dymnych" i rzuca ich około 4-5 naraz! Na szczęście udaje mi się "urwać" jedną z atakujących jednostek.

(6) Czas kryzysu dla mnie - kolejne granaty dymne i pada kolejny punkt zwycięstwa. Powoli jestem otaczany

(7) Konrad bardzo rozsądnie atakuje z drugiej strony; szczęście mu sprzyja - najbardziej narażone jednostki stają się weteranami (dwie!)

(8) Przychodzi końce tury, "smog" się rozwiewa, i udaje mi się skutecznym ogniem powstrzymać ofensywę na prawym...
(9)...i lewym skrzydle.

W tym momencie rzucamy na zakończenie gry (karta inicjatywy zmienia właściciela 4 razy!) i gra się kończy. Nie ma mowy o totalnej anihilacji atakujących, po prostu nie zdążyli na czas ponosząc średnie straty:

Uff, było momentami ciężko - Konrad świetnie rozegrał ten scenariusz.

Przed nami jego druga część (jest bardzo ciekawie zrobiony, ma wiele specjalnych reguł i drugą część). Będzie to atak popołudniowy - dużo więcej Niemców, lepsi liderzy, a jednostki z rana/pierwszego scenariusza - losowo porozrzucane na planszy... Oj będzie się działo...
 

 
Dzisiaj ewidentnie zebrało mi się na opisywanie szybkich, krótkich form planszowych. Kolejną okazją był mail od Łukasza, że akurat zdał egzamin i ma chwilę wieczorem - więc może byśmy na Vassalu zagrali w coś?

Widząc kolegę w potrzebie, a nie pozostając obojętnym na potrzebę chwili, postanowiłem pomóc. Wieczorem się zdzwoniliśmy na Skype i zagraliśmy pierwszy scenariusz zupełnie nowej kampanii - wojny domowej między Cezarem a Pompejuszem Wielkim:

To scenariusze w których występuje zdecydowanie najwięcej ciężkiej piechoty na metr kwadratowy. Pierwszy mówi o bardzo ciężkich walkach o wzgórza (centralnie na mapie) między doborowymi jednostkami rzymskimi, które miały nieszczęście stanąć przeciw sobie. Po bardzo zaciętej walce - w którą osobiście interweniował Cezar - jego wojska przeważyły:

Jak było w historii tak i na planszy...

Cóż, Łukaszowi teraz inne obowiązki w głowie - więc super że udało się znaleźć tą chwilę na szybką partię!
 

 
Ostatnio w ramach "szybkiego dodatku do głównej planszówki" propagujemy Etta - mini grę (dosłownie mini - pudełko jest 5 na 3 cm) od znajomych z Białorusi.

Niedawno była okazja zagrać z Marcinem, w ramach przerywnika przed CCA:

Było mużdzenie jak zwykle, prawie zabrakło nam stołu a koniec końców udało mi się odnieść historyczne, pierwsze zwycięstwo (176 pkt) przed Magd (160) i Marcinem(116). Szybko, miło i intensywnie - o to chodziło!
 

 
Dzisiaj krótka relacja z bardzo sympatycznego planszowo-sportowo, które miało miejsce jakiś czas temu w Otwocku.
Po przepisowej porcji squasha, pysznych krewetkach i piwie domowym (a co, trzeba się chwalić!) zasiedliśmy do planszówek wszelakich.

1) "Etta"
Na pierwszy ogień poszła nasza białoruska gra. I nie będę przesadzał mówiąc, że zrobiła furorę! Jedna proste rozwiązania w starym stylu potrafią bardzo ciekawie zaskoczyć!

Tym razem gra była dużo bardziej wyrównana niż z naszymi znajomymi zza wschodniej granicy, z Magdą minimalnie wyprzedzającą Piotrka w ostatniej turze!

2) "CCA Medway (43 BC)"
Potem były już dwa stoliki - my z Piotrkiem rozpoczęliśmy nowa kampanię w CCA - podbój Brytanii (te scenariusze już grałem z Łukaszem: http://mk20336.pinger.pl/szukaj/wpisu?scope=mk20336&;search-msg=Medway+).

Na pierwszy ogień bardzo ciekawy scenariusz z pierwszej walnej bitwy Rzymian po lądowaniu - Medway:

Po lewej na górze widać oddziały pomocnicze Rzymu - Batawów, które spokojnie przeszły rzekę. Po prawej - przechodzące przez most pontonowy dwa legion pod dowództwem generała Wespazjana (za 20 lat będzie cesarzem, i to jednym z najlepszych). Cały trik polega na tym aby przetrwać Batawami dopóki legiony nie przyjdą z pomocą:

Piotrkowi udało się to znakomicie - wygrał 6-2 chociaż mogło być różnie, bo miał aż 4 jednostki z jednym bloczkiem i 2 z dwoma...

3) "CCA Cefn Carnedd (51 AD)"
Pobity ale nie zniszczony 8 lat wcześniej po Medway dowódca Brytów - Caratacus - przez te wszystkie lata prowadził bardzo udaną wojnę partyzancko-podjazdową. Przyparty w końcu do muru, postanowił się umiejętnie bronić - wykorzystał rzekę, wzgórza i pobudował w oparciu o nie umocnienia. Wyglądały one bardzo imponująco:

Jednak Rzym miał już dosyć tego ciągle uciekającego przeciwnika i nie zważając na umocnienia, legiony zaatakowały. Zgodnie z przewidywaniami, straty były olbrzymie i siły Caratacus zostały ostatecznie złamane - chociaż ten ostatni uciekł i nigdy nie wpadł w ręce Rzymu.

Nasza bitwa była dobrym odzwierciedleniem historii:

Bardzo dobre taktyczne rozegranie przez Piotrka (ciągły obstrzał pilum i lekkimi jednostkami, zwłaszcza w kierunku moich wojowników) bardzo nadwyrężył moje siły. Dodatkowo poległ mi lider. Ale odgryzłem się na moim prawym skrzydle - widać to po 4 punktach które zdobył dosłownie w rzece. Niestety, moje barbarzyńskie oddziały musiały ostatecznie ulec 5-6.

4) "7 Cudów Świata - pojedynek"
Na stoliku obok Magda zapoznała Marię z naszym dosyć świeżym nabytkiem - Cudami w wersji na dwie osoby. Gra się bardzo spodobała a w ostatecznym rozrachunku Marysia zdecydowanie zwyciężyła:

A potem było jeszcze pyszne śniadanie i sanki - spotkanie ze wszech miar udane!
 

 
Zastanawialiście się kiedyś, jak to było z tą całą historią - wielkie czasy świetności Grecji i Sparty, wygrane pod Maratonem, bohaterska obrona pod Termopilami, niepokonana falanga (ulepszona jeszcze przez Filipa Macedońskiego i Aleksandra Wielkiego) która ostatecznie uczyniła z Macedończyków władców ówczesnego świata? A potem nagle Rzym, który to wszystko przejął? Otóż, nie było to tak nagle...

1) Cynoscephalae (197 BC)
(Nawet nie próbujcie wymówić nazwy tej miejscowości : )
Wykorzystując kłopoty Rzymu (od 218 do 202 r pne trwała Druga Wojna Punicka z Hannibalem) Grecy / Macedończycy zaczęli knuć przeciwko młodej republice, ostatecznie wypowiadając jej wojnę (dowodzeni przez Filipa V). Duża cześć zmagań z Hannibalem Rzym prowadził walcząc na jeszcze jednym froncie z Macedonią. I tutaj trzeba powiedzieć to jasno - wielkość Rzymu polegała na takim przygotowaniu, aby jako państwo być w stanie przeprowadzi dwie pełno skalowe wojny na raz. Ciekawa doktryna strategiczna, ale świetnie wprowadzona w życie (czego nie można powiedzieć o Niemcach w I i II Wojnie Światowej).

No ale jak już Hannibal został pokonany to trzeba się było wziąć za upartych Greków - duża armia (4 legiony) została wysłana na półwysep Homera. Po tym jak armie już mniej więcej wiedziały gdzie są, pewnego bardzo mglistego ranka, poruszając się wśród wielu wzgórz i dolin, obie wpadły na siebie:

Zaczeła się bitwa na całego, w której zdecydowaną przewagę mieli Macedończycy z 6 metrowymi Sarissami. Ale nierówny teren zaczął powoli powodować fragmentację falangi. W tym momencie pokazała się prawdziwa przewaga legionów i ich taktyki - krótki miecz Gladius (50 cm) po tym jak legiony zdołały przybliżyć się do falangi okazał się zabójczy.. Był to klasyczny przykład przewagi doktryny elastycznej nad sztywną.

A u nas? Było zacięcie, wyrównanie aż... tak jak w historii udało się odpowiednio podejść do flangii (wykorzystując wzgórza) i ją rozbić:

Zwycięstwo jest wyższe niż sam przebieg gry.

2) Magnesia (190 BC)
Po Cynoscephalae w Grecji zapanował chaos (nawet Rzym go nie opanował do końca). Widząc to, ambitny potomek Seleucusa (jednego z Sukcesorów Aleksandra) - Antiochus - postanowił to wykorzystać i zakatował Grecję. W jej obronie stanął.. Rzym, mówiąc "to moje"

Armia Antiochusa to prawdziwy "cyrk" - są słonie, wielbłądy, każdy rodzaj piechoty i prawie każdy konnicy..

Niestety, legiony, nawet w obliczu słoni, nie oddały pola (w sumie mieli sporo nauki przy wojnie z Hannibalem).

I tu pewien smaczek - po przegranej wojnie w 202 Kartaginy z Rzymem, Hannibal uciekł do Antiochusa gdzie szkolił mu wojsko. Rzym wielokrotnie żądał wydania zbiega, ale Antiochus odmówił. Będąc jednak zazdrosnym o sławę, Antiochus nie zabrał Hannibala do Grecji - a kto wie co taki geniusz jak on zrobiłby z tak wielką i ciekawie skomponowaną armią? Może w końcu pokonałby Rzym? Tego się niestety nie dowiemy, bo Rzymianie z kretesem pobili Antiochusa - w rzeczywistości i na planszy (no, na planszy może nie aż tak zdecydowanie):

Inna sprawa, że pod koniec naprawdę niewiele jednostek mi już zostało.
3) Pydna (168 BC)
Pydna to ostatni i ostateczna walka systemu Falangi i Legionu, gdzie ten pierwszy na zawsze już wyszedł zwycięski. Perseusz, syn Filipa V, zdołał zebrać wszystkie państwa-miasta greckie (prawie jak w czasie inwazją Dariusz / Cyrusa i Termopilami) i wypowiedzieć wojnę republice rzymskiej. Tego było już za dużo - Rzym postanowił ostatecznie unicestwić armię Macedońską a z terenów Grecji stworzyć kolejną prowincję.

Rzymianie dobrze wybrali miejsce biwty - nierówny teren bardzo im sprzyjał:

Mimo wszystko, falanga początkowo zdecydowanie wygrywała, ale gdy zaczęła ruszać do przodu po tym inicjalnym sukcesie, zaczęła się oczywiście fragmentować...

I wtedy odo akcji ruszyły legiony, przemykając się małymi grupkami na boki falangi, dosłownie penetrując jej szeregi i kując krótkimi mieczami na wszystkie strony (kolejna ciekawostka - Gladius był stworzony do kłucia, nie do cięcia - każdy legionista był tego uczony).

Efekt był dewastujący - falanga została zniszczona, Perseus złapany a Grecja stała się prowincją Rzymu.

Co do naszej gry to już dawno nie pamiętam tak ciekawego, emocjonującego i trzymającego w napięciu scenariusza:

Marcin atakował tam, gdzi emiał mniej jednostek ale dawał radę. Niestety, pod koniec gry prawie mu się skończyło "lewe skrzydło". w tym momencie było 706 dla mnie i 1 punkt dzielił mnie od zwycięstwa. Wtedy doszło do szalonej szarży kawalerii rzymskiej, która nie tylko zniszczyła moja jednostkę ale szczęśliwie trafiła lidera.

Oj, to było dewastujący finisz!

I w ten sposób środek ciężkości w światowej polityce dalej przesuwał się w kierunku Rzymu, zostawiając Grecję już na zawsze w cieni jej dawnej chwały.

===============================

I na koniec ciekawostka - scenariusz Cynoscephalae i Pydna to dwa najbardziej wyrównane scenariusze gry CCA - a w dodatku bardzo duże co biorąc te dwie cechy pod uwagę, sprawia że są one zdecydowanie moimi ulubionymi!
  • awatar Michał K: @Konrad B.: Dla tych 3 scenariuszy jest to zasymulowane przez specjalna zasadę - falanga walczy z ciężkimi i średnimi jednostkami rzymskimi 3 a nie 5 kostkami.
  • awatar Konrad B.: Czy w mechanice CCA jakoś jest oddane, że Rzym walczy krótkimi Gladiusami, a falagna bardzo długimi włóczniami?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Półtorej tygodnia temu (tak, wiem, blog ma pewien poślizg ) odwiedzili nas na weekend znajomi z Białorusi - nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz. Oprócz zakupów, wyprawy do filharmonii (!) były tez planszówki. Ba, można powiedzieć że Katię i Żenię zaraziliśmy tym bakcylem!

Tym razem zagraliśmy w dwie nowości (zarówno dla gości jak i dla gospodarzy).

1) Nowość dla Gości - "Puerto Rico"
Dla Żeni i Katii było to pierwsze spotkanie z tą klasyczną gra - nie będzie odrkyciem fakt, że naprawde zafascynowała ich! A ż ebyliśmy po koncerci efilharmonicznym, to i wena była - na tyle duża że Żenia, po niewielkich podpowiedziach, wygenerował wynik dający mu zwycięstwo:

Na marginesie - już w czasie gry nasi znajomi sprawdzili ile ta gra kosztuje w Białorusi... Oj chyba szykuje się nowy zakup!

2) Nowośc dla Gospodarzy - "Etta"
Ha, ale my też mieliśmy okazję poznac coś nowego - grę "Etta" (czytając z rosyjskiego: "jotta". Bardzo sympatyczna i mła gra, gdzie każdy ma 4 kart i wykłada w turze od 0 do 4, przy czym musi uważać aby kolory/kształty/cyfry w rzędzie albo wszystkie były takie same albo wszystkie różne.

Gra szybka, prosta a niesamowicie wciągająca...

Katia okazała się jej mistrzem w pierwszej rozgrywce:

I jeszcze aby pokazać wielkość pudełka:

Gra ewidentnie przydatna na wszelkie wyjazdy!
 

 
Rebelia Spartakusa - mimo, że bardzo dynamiczna i przekraczająca skala poprzednie powstania, była jednak skazana na porażkę. Tydzień temu, używając modułu Vassal, dokończyliśmy tą kampanię z Marcinem (pierwsza cześć z szerokim opisem historycznym tutaj: http://mk20336.pinger.pl/m/27681624)

1) "Bruttium (71 BC)"
Spartakus jes na "czubku buta" Italii, odcięty od północy 30 km (!!!) murem i fosą zbudowanymi przez Krassusa. Niestety, jego umowa z Cylicyjskimi piratami aby przewieźli go i jego wojska na Sycylię nie kończy się dobrze - piraci biorą kasę a potem jakby nigdy nic odpływają...

Po dwóch nieudanych próbach przebicia się, okazja nadarza sie jednej śnieżnej nocy:

W naszym scenariuszu nie było az tak dramatycznie (historycznie tylko 1/3buntowników przedarła się i przeżyła) ale MArcin zdołał szybko objechać mnie lekką kawalerią i wyprowadzić 3 jednostki. Miał tez sporo szczęscia w bitwie pod murem i ostatecznie zdecydowanie wygrał:

Czyli tak jak w historii, rebelia trwa...

2) "Camalatrum (71 BC)"
Ciekawa historia - Galowie odłączyli się od Spartakusa i pod wodzą Cannicusa i Castusa szukali osobnej drogi ucieczki. Krassus ich wszystkich ścigał - ale jego wyścig w pierwszym rzędzie dotyczył wyprzedzenia Pompejusza Wielkiego, którego legiony po oczyszczeniu Hiszpanii lądowały właśnie w Italii. Kto zdobędzie chwałę za pokonanie ostateczne Spartakusa - to było pytanie!

Krassus w pewnym momencie dogoniłą galijską część wojsk Spartakusa i wysłał częśc jedostek do okrążenia buntowników (czerwony kwadrat poniżej):

Na szczęście, Spartakus przezornie wrócił się i wspomógł Galów - do tego stopnia, że Krassus prawie nie zginął w tej bitwie.

U nas historycznie rzymskie siły flankujące zostały rozbite w piach (straciłem 5 punktów za cztery jednostki i lidera) ale śmiały marsz Krassusa i "Clash of Shields" w odpowiednim momencie przeważyły ostatecznie szalę wygranej na moja stronę w tym niesamowicie emocjonującym scenariuszu:
Scenariusz w którym ginie Spartakus był przez nas już zagrany w zeszłym roku w ramach przygotowań do Open Tournament 2016 więc tej ostatniej bitwy już nie graliśmy.
 

 
Za nami kolejne gry w Combat Commander z Konradem i dzisiaj zrelacjonuję bardzo ciekawy scenariusz - i wyjątkowo oryginalny - bo mam w nim pojazd, a dokładniej czołg!

Otóż mamy sytuację, w której mały oddział piechoty i jeden Sherman oczekują na pomoc - po udanej obroni, niestety Sherman się popsuł i utknął w otwartym terenie. Obrazuje bo bunkier plus działo bezodrzutowe i karabin maszynowy (zielony kwadrat poniżej).

Dzielnych obrońców czołgu prowadził w tej rozgrywce Konrad, a kontratakujących Niemców ja. I tu ważna uwaga - w wyniku wyciągnięcia odpowiednich wskaźników celu na początku gry, okazało się że wzgórze po środku po lewej (proszę popatrzeć na obrazek powyżej) jest warte kilkadziesiąt punktów! Było oczywiste że o niego będzie toczyć się walka.

No dobra, zobaczmy co się działo w szczegółach:

(1) zaczynam od zmasowanego ostrzału wszystkimi oddziałami na wzgórze - okazje się, że moja siła rażenia (miałem elitarne jednostki SS) jest tak duża, że rozstrzelanie obrońców na wzniesieniu jest kwestią czasu

(2) Konrad dlatego sprytnie zagrał "dym", który skutecznie przyblokował siłę mojego ognia. Planował szybko przerzucić posiłki z czołgu...

(3)...ale zaskoczył go mój szybki manewr wejścia "w mgłę" - w sumie "dym" z jednej strony nie pozwalał mi na skuteczny ostrzał, ale z drugiej stanowił świetną ochronę przy podejściu w okolicę wzgórza

(4) musiało do tego dojść - jak już byłem w okolicach wzgórza to postanowiłem zaatakować wręcz główny punkt oporu - obaj się do tego przygotowywaliśmy, ale chyba to co pokazałem Konradowi zaskoczyło go dogłębnie:

Tak, miałem 4 karty typu "Ambush" (zasadzka) które pozwoliły wyeliminować od raz, bez walki 2 z 3 broniących jednostek. Trzecia też padła - po normalnej walce.

(5) Ha, ale myliłby się ten, kto by pomyślał, że Konrad się podda - zaczął jednak egzekwować swój plan przerzucania jednostek z czołgu.

(6) Niestety, został skontratakowany - ponownie zaatakowałem wręcz i rozbiłem kolejną jednostkę.

(7) W tym momencie zaczęły wchodzić posiłki amerykańskie - które w tym momencie były tak naprawdę bardziej obciążeniem, ponieważ miałem bardzo dobry widok na nie z górki...

(8)...co pozwoliło mi spokojnie wyeliminować dwa oddziały i wygrać grę:

Uff, było ciężko ale się udało - dawno już atakujący nie wygrał w CCE - to jednak bardzo trudna sztuka.
 

 
Dzisiaj mała relacja z krótkiej, dynamicznej gry w ramach testowania / pokazywania "The Great War" Marcinowi.

Zagraliśmy - przez Vassala, bo żaden z nas nie ma fizycznej kopii gry - "Opening Action 2" - fikcyjny scenariusz, pokazujący hipotetyczny atak brytyjczyków (ja ich dostałem, jako doświadczony gracz miałem przprowadzić zawsz etrudny atak na okopy) na pozycje niemieckie (Marcin):

W tej grze bardzo elegancko jest oddany uciekający czas - strona broniąca (Niemcy) może dostać punkt za zagranie karty Recon 1 (i nie dolosowuje dodatkowej) a strona atakująca - za zajęcie pierwszej a potem drugiej linii okopów.

Cóż, podjąłem rękawicę i zaatakowałem - było ciężko, ale utrzymałem się w pierwszej linii okopów; z drugiej strony
Marcin dobrze zagrywał karty Recon (zdobył tak 2 punkty) i miał nieźle ustawione karabiny maszynowe. Ostatecznie, musiałem ulec...

Wnioski po grze były pozytywne - zarówno mi jak i Marcinowi bardzo gra się spodobała.
 

 
Powiem szczerze, na tą rozgrywkę od dawna czekałem. Z okazji urodzin Łukasz dostał specjalne rozszerzenie do Memoir’44 – „D-Days Landing”. Jest to 6 mapowe wydawnictwo, w pełni ilustrujące całe lądowanie Aliantów w Normandii. Plansze są przeogromne, nadrukowane od razu (nie trzeba układać terenu) i zapewniają rozrywkę na gigantyczną skalę.

Trochę porównania: zwykła plansza do CCA to około 120 hexów, wersja EPICka to około 250 heksów. My graliśmy na połączonych 2 planszach (plaże UTAH i OMAHA) dających 600 (!!!) heksów:

Dość powiedzieć, że aby zagrać potrzebowałem złączyć dwa stoły...

Koniec końców było nas trzech więc logicznym było mieć dwóch Amerykanów (Łukasz - mniej więcej Omaha i Marcin - mniej więcej Utah) plus jednego Niemca (ja na całej szerokości frontu).

Gra była bardzo emocjonująca - zdecydowanie Memoir'44 z tym rozszerzeniem, ale też nowymi jednostkami, błyszczy. Główny ciężar walk był oczywiście na "krwawej Omasze" (tak przeszła do historii - tutaj lądowanie Aliantów napotkało największy opór i prawie zakończyło się tragicznie). Wystarczy popatrzeć na zdjęcie poniżej i ilość banerów za poległe jednostki...

Marcin na swoim odcinku stopniowo zdobywał teren, odpychając mnie z plaży Utah. Wydaje się, że trochę za szybko wyszedł za plansze (ale zdobył 4 punkty) bo potem nie miał kim kontynuować ofensywy.

Bardzo ciekawe są w tym trybie posiłki, na które rzuca się kośćmi co turę. Ja miałem więcej szczęścia plus strategicznie zawsze z jeden rozkaz dawałem aby je podciągnąć - i to zadecydowało, że mimo dużych zdobyczy terenowych, Niemcy ostatecznie wygrały:

Graliśmy oczywiście cały wieczór - no ale sumaryczne 46 banerów to naprawdę rekord w grach Commands and Colors.

Na koniec jeszcze graficzne przedstawienie jak poszło Aliantom - przebili się i przez Omahę i przez Utah, ale poniesione straty zadecydowały o ich porażce.

Powoli knujemy jak zagrać całe 3 plansze amerykańskie - na prawo od Utah powinni być jeszcze spadochroniarze i wtedy dopiero widać głębię gry. Chociaż i tak nie ma co narzekać!
  • awatar Konrad B.: Hehehe. Nie było łatwo. A komplet tego co Łukasz dostał to jest z tego co pamiętam... 6 plansz? :-O
  • awatar Commuter's Special: Plaze Omaha wspiera stół z duzego pokoju, plaze Utah - stół kuchenny :) Nalezy tez wspomniec o patencie z 4 paczkami chusteczek higienicznych ktore pomogły wyrównac poziom stołów, znaczy sie plaż.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Otwieramy nową kartę w historii – ponad tydzień temu rozpoczęliśmy z Marcinem kampanię Spartakusa!
Największą rewoltą / powstaniem niewolników w historii Rzymu dowodził gladiator trackiego pochodzenia – Spartakus.

W 73 r. pne wraz z 78 innymi gladiatorami zbiegł ze szkoły Lentulusa Batiatusa i zaczął grabić i palić okolice Capui. Coraz więcej niewolników przyłączało się do niego, więc senat w Rzymie – nauczony przykładem podobnej rebelii na Sycylii, która skutkowała dwuletnim głodem z powodu zablokowania transportów zboża – potraktował zdarzenie poważnie i wysłał 3000 legionistów pod wodzą Klaudiusza Glabera.

1) “Mt Vesuvius 73 BC”
Spartakus obrał pozycje obronne na zboczach wulkanu Wezuwiusz, z wąskim przejściem prowadzącym na dół. Glaber chciał zagłodzić niewolników i rozbił obóz uniemożliwiając im wycofanie się z góry. Tu po raz pierwszy zabłysnął geniusz Spartakusa – nakazał on wykonanie lin z porastających zbocza Wezuwiusza winorośli, dzięki czemu przerzucił ¾ wojska na tyły obozu Rzymskiego. Gdy potem pozostał ćwierć zaatakowała z góry obóz i zajęła Rzymian, od tyłu ruszyła reszta. Nietrudno się domyśleć, że bitwa zakończyła się zupełna anihilacją legionów a do Spartakusa zaczęły masowo napływać tysiące niewolników chcących walczyć ramie w ramie z nim.

W CCA początkowe ustawienie w tej bitwie jest oddane w następujący sposób:

W naszej grze Glaber nie poddał się tak łatwo i walczył do końca – niestety, zabrakło mu jednego punktu, aby odmienić losy bitwy:

Tak więc powstanie kontynuowało się…

2) “Mt Garganus 72 BC”
…do tego stopnia udanie, że w pewnym momencie Spartakus podzielił swoje siły, zostawiając sobie 40’000 a oddając pod komendę Crixusa 30’000. Zdawał sobie sprawę, że ta zbieranina gladiatorów, niewolników i wszelkiego innego autoramentu nie będzie w stanie w nieskończoność wygrywać z Rzymem, więc obie kolumny miały udać się na północ, aby przekroczyć Alpy i uciec do Galii.

Niestety, Crixus ociągał się, pali, rabował aż nagle został zaskoczony przez Luciusa Gelliusa Publicolę. Na szybko zebrane oddziały nie były w stanie stawi czoła legionom, dwie trzecie armii niewolników poległo w tym sam Crixus.

Ustawienie początkowe:

Cóż, nasza bitwa była zdecydowanie niehistoryczna – Marcin bardzo śmiało zaatakował – niewiele miał do stracenia – i dzięki temu śmiałem posunięciu zdecydowanie wygrał bitwę!

Na planszy Crixus przetrwał…

3) “Picenum 72 BC”
No dobrze, ale wróćmy do historii. Po rozgromieniu Crixusa, Spartakus zawrócił i stawił czoła dwóm armiom rzymskim. I tutaj – podobnie jak pod Arausio 50 lat wcześniej – doszło do kłótni legatów Rzymskich – żadne nie chciał się podporządkować drugiemu. Na planszy odzwierciedla to inny kolor legionów plus zasada, że jedna karta może aktywować jednostki tylko z jednej armii:

Historycznie Spartakus najpierw pobił jedna armie a potem drugą… Dowódcy rzymscy uciekli, ale udało się pojmać wielu więźniów. Spartakus, aby pomścić śmierć Crixusa, 300 z nich złożył w ofierze…

U nas bitwa była głównie na moim lewym skrzydle (“szarzy Rzymianie”) i przyniosła ponownie niespodziewane rezultaty w postaci zwycięstwa:

Cóż, wbrew przysłowiu historia nie zawsze lubi się powtarzać!

4) “Mummius’ Defeat 72 BC”
Sprawy zaczęły przyjmować bardzo niekorzystny bieg dla Rzymu i Senat postanowił mianować głównodowodzącym legionów Marka Krassusa – najbogatszego człowieka w Rzymie. Spowodowało to duży napływ ochotników zwłaszcza z klasy arystokratycznej.

Krassus podzielił swoje siły na dwa – oczekiwał z większością ponownie maszerującego na południe Spartakusa, podczas gdy jego zastępca, Mummius, z dwoma legionami miał nękać armię niewolników. Ale znowu wygrała ambicja i chęć zdobycia chwały – Mummius sam zaatakował Spartakusa i został sromotnie pobity.

Po tej porażce Krassus zastosował dawno nieużywaną kare w legionach – dziesiątkowanie. Legiony zostały podzielone na grupy po 10 żołnierzy, ciągnęli losy i potem jeden nieszczęśnik był zabijany przez 9 pozostałych. W ten sposób legioniści w końcu nauczyli się bardziej obawiać Krassusa niż Spartakusa.

Początkowe rozstawienie:

I znowu – śmiały atak słabszych sił, pełen desperacji i zdecydowania pozwala zdobyć obóz niewolników i wygrać scenariusz:

Oj, pozmienialiśmy historie tego wieczoru!!!
  • awatar Konrad B.: Bardzo, bardzo ciekawe opisy historyczne. Ale też przyznam, że gra dobrze to oddaje. Bardzo ciekawe scenariusze z atakiem od tyłu oraz z podziałem armii rzymskiej na dwie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Nasz "wieczorki czwartkowe" z Kuba kontynuujemy. Gramy na zmianę u mnie i u Kuby, przy czym gospodarz wybiera grę. Tym razem czekała mnie wyprawa do Wesołej i zagranie - po prawie rocznej przerwie - w Wing Leadera, czyli bardzo udaną symulację starć samolotów w czasie drugiej wojny światowej.

Tym razem na pierwszy ogień poszedł scenariusz 4, dziejący się w czasie "bitwy o Anglię", a opowiadający o rajdzie (tu Kuba, zaznaczony na żółto poniżej) niemieckich bombowców plus eskadry osłonowej na wybrzeże Anglii, bronione przez podrywając się w ostatniej chwili do lotu jednostki angielskie (tu Michał, kolor czerwony):

Gra "Wing Leader" bardzo udanie symuluje starcia powietrzne i w nowatorski sposób pokazuje je "z boku". Dodatkowo, zgodnie z prawdą historyczną, powód wycofania się jednostek to zazwyczaj nie zupełnie zniszczenia ale prozaiczne sprawy jak brak amunicji.

W naszym scenariuszu były chmury, jeden samolot miałem z tyłu za Kubą. Gra zapowiadał się interesująco i taka była - Kuba miał mniej myśliwców za to weteranów - i robiło to bardzo dużą różnicę. Dość powiedzieć że zmusił do wycofania moją pierwszą eskadrę bez strat własnych.

No ale koniec końców udało mi się uporać z osłona i zacząłem bezkarnie atakować bombowce - tu mnie jedna szczęście opuściło, bo zamiast dużych strat przeciwnika moje samoloty dosyć szybko się złamały. Było blisko, ale niestety zarówno 2 eskadry osłony Kub jak i moje 4 wycofały się a 3 eskadry bombowców poleciały dalej, każdy dają 6 pkt zwycięstwa:

Ostatecznie Kuba wygrał 27-6 (+21) a od +15 punktów było zwycięstwo Niemiec.

Status moich samolotów na koniec gry (wszystkie "złamane":

I status samolotów Kuby (cała osłona "złamana":

Myślę, że gra ma potencjał i należy kontynuować dalsze gry!
 

 
Moi drodzy, można powiedzieć, cytując klasyka" "nadejszła wiekopomna chwila".

Otóż firma HexWar wydała - za zgodą właścicieli wersji pudełkowej - pierwszą z gier systemu Command & Colors na komputery / urządzenia przenośne. Co ciekawe - pierwsza z gier w wersji cyfrowej to ostatni z gier pudełkowych, najnowsza "the Great War":

Gra jest dostępna przez platformę Steam, jest na nią akurat promocja. Ma niewielkie wymagania sprzętowe - pójdzie na każdym laptopie / ipadzie. Pozwala na grę z komputerem i w multiplayer.

Prezentuej się całkiem ładnie - możn ustawić tryb z ludzikami albo po prostu symbolami:

Jeżeli ktoś byłby zainteresowany to zapraszam:
https://www.hexwar.com/downloads/the-great-war/
Dużym plusem jest zdecydowanie niższa cena niż pudełkowa.

PS. Ja oczywiście nabyłem i już zagrałem sporą paczkę scenariuszy!

I NAJWAŻNIEJSZE NA KONIEC:
W połowie roku we wersji cyfrowej pojawi się CCA, a do końca roku CCN!!!
 

 
Co powiecie na weekend z pięknym śniegiem, biegówkami, pysznym, wielodaniowym obiadem a na koniec krótką, intensywną planszówką? idealna niedziela po prostu!

Tak było półtorej tygodnia temu gdy zawitaliśmy do Agi i Kuby - najpierw ostre złojenie się na śniegu, pyszny obiad a potem lot przez galaktykę! "Galaxy Trucker" zawsze był grą, którą darzyłem dużym sentymentem, no bo popatrzcie, czy ta rakieta nie jest piękna?:

Ale loty przez kosmos sa niebezpieczne. Przekonała się o tym Magda, której statek czeluść unicestwiła. Ja i Kuba byliśmy większymi szczęściarzami - nam "urwało" tylko po 1/3 statku:

Ostatecznie okazało się, że moja załoga była najbardziej zdesperowana aby dotrzeć do celu:
Michał 54
Kuba 44
Aga 32
Magda 0

Oby wiele takich "interdyscyplinarnych" weekendów!
 

 
Cóż, po czterech tygodniach w "Polszcze" przyszedł czas aby Krzysztof nas opuścił i wrócił na emigrację do Kanady. Ale jak widać po wpisach czas spędzony w Ojczyźnie nie był stracony z punktu widzenia planszówkowego - najpierw "Mansion of Madness" - a teraz klasyka "Battlestar Galactica" na dwa wieczory przed lotem powrotnym.

Poszliśmy na całość - zagraliśmy wersję podstawową plus wszystkie 3 posiadane przez Krzyśka rozszerzenia - Ionian Neubula, Confilicted Loyalities, Cylon Fleet.

Co to zmieniało? Mieliśmy dużo większa flotę Cylonów, inny cel ostateczny i indywidualne cele każdej postaci na koniec gry. To naprawdę wiele komplikowało...

Początki były nawet znośne - lecieliśmy, kryzysy były ale do ogarnięcia, jakby nie było Cylona - i to się sprawdziło - Cylon powstał ale dopiero w drugiej części i okazał się nim Maciek! Próbował na wszelkie sposoby działać, wprowadził Magdę w błąd (dokonała egzekucji na mnie, Admirale!!!) ale ostatecznie ludzkość przeważył!

Nasz postrzępiony state wyglądał na koniec tak:

I tym miłym akcentem zakończyliśmy pobyt emigranta w Polsce...
 

 
"Great Battles of History - Alexander" to taka trochę pozycja z mojej półeczki wstydu. Niby już zagrana (pamiętna bitwa zagrana podczas wyjazdu na Boże Ciało 1.5 roku temu i nagle skończona:
http://mk20336.pinger.pl/m/24081312) i nic więcej oprócz kilku partii solo - czyli jak mówi Magda, pasjansów.

Pora to zmienić! Jako że zarówno Kuba jak i ja po Sylwestrze mamy ochotę i zwiększony apetyt na planszówki, powróciliśmy do naszych "spotkań czwartkowych". Zaczęliśmy dokładnie od Alexandra.

"Erigon Valley 358 BC"
Pierwszy scenariusz w całej grze. Zanim Alexander Wielki mógł podbić cały świat, jego ojciec, Filip II, musiał najpierw zrzucić jarzmo jakie nałożyła Iliria na Macedonię (o tym jest ten scenariusz) a potem stopniowo zbudować gospodarczą i militarną potęgę w Grecji.

Macedonia nigdy nie wyróżniała się jeżeli chodzi o Grecję. Sparta, Ateny, nawet Teby czy Korynt - o tych państwach-miastach było głośno. Zacofana, na uboczu - Macedonia się nie liczyła. Nic dziwnego, że ten w sumie bogaty ale źle zarządzany kraj był pod ciągłym "wpływem" (= nieformalnym panowanie) sąsiadów. Przez ostatnie 50 lat przed Filipem II byli to Illiryjczycy.

Filip II po dojściu do władzy szybko modernizuje armię. Nie ma pieniędzy na pełen ekwipunek standardowego hoplity greckiego (pusta kasa) więc ustala dużo lżejszy ekwipunek plus wyposaża oddziały hoplitów w Sarissę - długą, na 6 metrów (!!!) dzidę, transportowaną normalnie w dwóch kawałkach. To prawdziwy błysk geniuszu Filipa - ze swojej słabości (pusty skarbiec) jest w stanie wytworzyć prawdziwe arcydzieło: jednostki dużo bardziej mobilne niż zwykli hoplici, dużo tańsze, dzięki Sarissie będące w stanie trzymać wroga na dystans a co więcej - efektywnie wykorzystujące pierwszych 4-5 rzędów żołnierzy w walce. W czasach historycznych to odkrycie na miarę karabinu maszynowego - nagle nie jeden a 4-5 rzędów walczy na raz z wrogiem!

Tak naradza sławetna falanga..

No dobrze, to wróćmy do Erigon Valley - ustawienie początkowe to:

Kuba gra pierwszy raz więc dostaje Macedończyków. Ale ja grając słabsza Ilirią będę chciał oczywiście zrobić mu psikusa i postarać się drogo sprzedać skórę

(1) Zaskakujący atak moich barbarzyńców na lekkie jednostki Kuby na jego lewej flance. Udaje się całkiem ciekawie, zwłaszcza że aktywuję ich dwa razy. Małe zwycięstwo ale morale Ilirii wzrasta

(2) Macedoński walce w postaci "Companion Cavalry" (czyli macedońskiej kawalerii przybocznej - o niej więcej kiedy indziej) i "Hypapistów" (ciężka piechota, walcząca nie jak falanga - o nich też więcej przy okazji) zaczyna spychać moje średnio uzbrojone jednostki... Zaczynają się straty...

(3) Jeżeli poszło dobrze na prawej stronie to trzeba tam kontynuować - dosyłam kolejne jednostki, udaje się zepchnąć oszczepników Kuby.

(4) Ale przychodzi kontra - średnie jednostki i lekkie na średnie. Jestem niestety wyczerpany już w tym miejscu i moi barbarzyńcy zaczynają uciekać. Udana kontra Kuby.

(5) Ale pojawia się luka i możliwość zajścia falangi od tyłu! Precyzyjny atak powoduje, że falanga ie tylko zaczyna się wycofywać ale dochodzi do kompletnej dezintegracji tego oddziału!

(6) Kuba uporał się z moim lewym skrzydłem i teraz zawraca w kierunku centrum jednostki padają jak much, moi ciężcy hopli też, ale pojawia się luka i śmiały dowódca z jednostką średniej piechoty dogania wycofującą się falangę unicestwiając ją!

W tym momencie kończymy drugą turę i całą grę (robi się późno):

Ja odniosłem 35 punktów strat a Kuba 34. Nasze armie załamałyby się przy 40... Było bardzo blisko, chociaż jak to Kuba słusznie zauważył, gdyby lepiej zaatakował w swojej turze to by dostał jeszcze 5 punktów i gra by się skończyła.

Niezależnie od wyniku grało się przyjemnie i na pewno będziemy kontynuować!